Nie prezentuje żadnej organizacji, żadnego ruchu, nie czerpię żadnych korzyści z napisania tej książki. Czy jednak zaprzeczę, czy nie, książka oddana do rąk czytelników mieści sie w nurcie antypsychiatrii. Ja jednak nie jestem przeciwnikiem psychiatrii, ani jej zwolennikiem. Jedynie krytycznie obserwuje to, co mnie otacza i wyciągam wnioski.
W swojej pracy klinicznej, już kilka lat temu, zauważyłem szkodliwość leczenia farmakologicznego. Nie jest to jednak szkodliwość bezpośrednia (fizjologiczna), a o której piszą inni autorzy, jak Peter Breggin, mówiąca o negatywnych skutkach spożywania leków stosowanych w psychiatrii. Nie jest to też szkodliwość "sama w sobie", co można wysunąć z prac Thomasa Szasza, który w ogóle powątpiewa w istnienie chorób psychicznych. Nie jest to jednak bunt młodego lekarza, lecz częściowo uzasadnione przypuszczanie wybitnego profesora psychiatrii, który wydał ponad 600 artykułów naukowych i kilkadziesiąt książek.
Mój, delikatnie mówiąc, sceptyczny stosunek względem psychofarmakoterapii dotyczy psychiatrów i psychologów klinicznych. Mianowicie dotyczy on tego, że leczenie farmakologiczne w psychiatrii ma charakter objawowy, a nieprzyczynowy. Można sie zatem zdziwić, bo przecież medycyna ma nieść ukojenie w cierpieniu, nawet chwilowe: na katar mamy krople, na kaszel syrop, na bezsenność tabletkę... i wszyscy są zadowoleni.
W psychiatrii byłoby podobnie gdyby nie fakt, że pacjenci leczeni farmakologicznie dokonują prób samobójczych i w nich giną. Taka jest ponura rzeczywistość i to ona właśnie, każe przyjrzeć sie bliżej systemowi leczenia w psychiatrii.
W niniejszej pracy posuwam się nieco dalej w swoich wnioskach, niż wymienieni lekarze. Śmiem twierdzić, że epidemia depresji nie istnieje, że jest to wielkie oszustwo ekonomiczne, w którym biorą udział nawet niczego nieświadome media. Śmiem twierdzić,że depresja jako choroba w ogóle, poza jej ciężką formą, nie istnieje, że jest to jedna, wielka mistyfikacja, na której koncerny farmaceutyczne zarabiają miliardy dolarów. W końcu śmiem twierdzić, że leki antydepresyjne w ogóle nie są lekami na depresję (nie dlatego, że depresja nie istnieje) i co najważniejsze, z perspektywy suicydologa, że procedury medyczne stawiające na pierwszym miejscu farmakoterapię zaburzeń psychicznych, a na pozostałych psychoterapię, rehabilitację itd., przyczyniają sie bezpośrednio do wzrostu liczby samobójstw na świecie.
Mniej więcej od lat 70, czyli od stopniowego zastępowania barbituranów i benzodiazepin antydepresantami, obserwować można tę zdolność, a współcześnie, gdy grupy barbituranów i benzodiazepin powoli, całkowicie zastępowane są antydepresantami, opisywane zjawisko nasila się.
Czy zatem, skoro zaprzeczam informacjom, które są powszechnie uznane za fakt przez środowisko medyczne i psychologiczne, skoro cały świat w nie wierzy, stąpam na krawędzi szaleństwa?, a może głupoty? Te i inne hipotezy, czytelnik będzie mógł zweryfikować po przeczytaniu tej książki.
Szczegóły książki